Ust-Nera i droga do Oymyakon - 1000 km śnieżnej tundry

Kontynuujemy zimowy motyw anty tajski i motyw podróży po Rosji. Ostatnim razem Vitalik mówił Filary Jakucka i Leny. Rzeczywiście, jeśli chcesz wrażeń, nie musisz iść na południe, wręcz przeciwnie, możesz udać się na skraj wiecznej zmarzliny, gdzie temperatury są tak niskie, że moja wyobraźnia nawet ich nie wyobraża. Przeczytaj kolejny post Vitalika o drodze do zimnego bieguna Oymyakon na Jakucji, o najzimniejszym miejscu w Rosji i prawdopodobnie na całej ziemi po Antarktydzie. To prawda, że ​​Oymyakon walczy o ten tytuł z Wierchojskiem, a naukowcy nie osiągną konsensusu.

Treść artykułu

Lot Jakuck - Ust-Nera

Między Jakuckiem i Oymyakonem około 1000 kilometrów na północny wschód. Przechodzi przez opuszczoną leśną tundrę, wiele kilometrów lodowych przejść przez Lenę i Aldan, górskie serpentyny grzbietu Czerskiego, a co najważniejsze - pięćdziesiąt, a jeśli masz szczęście, to sześćdziesiąt stopni mrozu. Droga wyraźnie zapowiadała się trudna, ale ponieważ w drodze powrotnej postanowiłem jechać raz (o tym, jak zdobyć) I planowałem dostać się do Oymyakon samolotem przez centrum administracyjne dzielnicy Oymyakon, miasta Ust-Nera, a stamtąd zrobić 400 kilometrów po drodze - a więc w ciągu jednego dnia.

Dwugodzinny lot z Jakucka do Ust-Nery zasługuje na uwzględnienie w Księdze Rekordów Guinnessa, jako najbardziej aroganckich zdzierczych klientów w historii lotnictwa cywilnego. Bilet w jedną stronę dla Polar Airlines kosztował mnie więcej niż z Moskwy do Jakucka w obie strony, mimo że dostał kolejną promocję. Aby wyobrazić sobie warunki lotu, wystarczy zrozumieć, że został on przeprowadzony na samolocie AN-24, który został przerwany w 1979 roku. Od wewnątrz wyglądał jak prawdziwi pepelaci, z wystającymi siedzeniami wystającymi okucia, uporczywie kopiąc w tyłek, spłuczka w toalecie nie działała (ogłoszenie mówiło, że nie powinno to być w zimie), a izolacja akustyczna wydawała się w zasadzie nieobecna. Pozostało podziwiać górzyste krajobrazy za oknem, ponieważ samolot leciał dość nisko.

Niemniej jednak na pokładzie znajdowała się usługa polegająca na tym, że można było wybrać sok pomarańczowy lub pomidorowy z rąk drugiego pilota. Pasażerowie z bagażem musieli odebrać go z bagażnika samodzielnie, a także przewieźć przez lodową szmatę lotniska.
Cóż, tak, nie dla wygody musisz udać się na Biegun Zimna. Po przyjeździe zadzwoniłem pod wcześniej znaleziony numer dyspozytora i umówiłem się na przejażdżkę. Kierowcą okazał się Maxim, który właśnie jechał do Oymyakon. Dopiero teraz ... dotarliśmy dosłownie do najbliższej stacji benzynowej, gdzie okazało się, że nasz Range Rover, najwyraźniej nie będąc w stanie wytrzymać przeciążenia, pękł i złamał tylne zawieszenie. Co robić? Wybranie się w długą podróż z takim załamaniem było równoznaczne z samobójstwem. Potrzebowaliśmy napraw i spawania.

Znalezienie spawania na koniec styczniowych wakacji w Ust-Ner okazało się nietrywialne. W jedynym działającym warsztacie samochodowym spawacz był nieobecny, gwar nie wiadomo gdzie. Cóż, miasto jest małe, wszyscy się znają, a po kilku rozmowach nadal udało im się znaleźć wolnego mistrza. Ciepły garaż do naprawy został nam łaskawie udostępniony przez lokalnych gejów (w przypadku, gdy możesz im podziękować). Chłopaki mieli kilka godzin do pracy, a ja miałem czas na spacery po mieście.

Ust-Nera

Ust-Nera - miasto założone w 1937 r. Przez siły więźniów Gułagu - można nazwać ilustracją doprowadzonego do perfekcji nowoczesnego modelu gospodarczego Rosji. Przedmieścia miasta są bogate w złoto, antymon i inne cenne metale. Wszystko to jest aktywnie wydobywane przy udziale lokalnych mieszkańców, ale jednocześnie samo miasto wygląda jak buda stopniowo schodzącego pijaka, w którym panuje bałagan i pustkowie. Całe dzielnice miasta są opuszczone, niektóre drewniane domy wciąż wykazują oznaki życia, ale oczywiste jest, że dni tego życia są policzone. Wokół śmieci i bezpańskich psów.

To nie ubóstwo uderzyło mnie jeszcze bardziej (przy okazji, obecne są także drogie samochody na ulicach), ile to zaniedbanie. Mieszkańcy oczywiście nie chcą, aby ich życie było piękniejsze i uporządkowane, najwyraźniej dlatego, że nie widzą w tym przyszłości. W mieście jest tylko jedna kawiarnia i są to wymioty czasów sowieckich. Klub i pasaże handlowe robią też przygnębiające wrażenie. Dzieje się tak, ponieważ wydobycie złota i innych metali jest całkowicie kontrolowane przez mafię, na którą składają się imigranci z całego WNP. Ci ludzie wyraźnie nie kojarzą swojego życia z ekstremalnymi mrozami i podobnym nastawieniem «moc posiadająca» przeniesione do wszystkich pozostałych mieszkańców.

Niemniej jednak lokalni mieszkańcy w komunikacji, choć z pozoru nieprzyjaźni, są bardzo przyjaźni. Na przykład facet, którego spytałem o drogę do pomnika ofiar represji, po kilku minutach dogonił mnie samochodem i zaproponował, że mnie podwiezie - oczywiście nie chciał, abym przeszedł dwa kilometry przez mróz na mrozie. Nawiasem mówiąc, sam pomnik jest oficjalnie poświęcony budowniczym autostrady «Kołyma», a więźniowie Gułagu wymieniani są na nim jakby od niechcenia - najwyraźniej dla politycznej poprawności.

Droga do Oymyakon

Kiedy wróciłem, naprawa była prawie ukończona i wkrótce w końcu pojechaliśmy do Oymyakon. Do tego czasu zrobiło się ciemno (i robi się ciemno tutaj w styczniu o czwartej po południu), a następne osiem godzin rozmowy spędziliśmy na rozmowie, tylko czasami wysiadając z samochodu «w interesach».

Nawiasem mówiąc, uczucie dwuminutowej wycieczki na środku toru «Kołyma» naprawdę kosmiczne i warto jeździć tam przynajmniej raz. Stoisz przed ciemną przepaścią, miliardy gwiazd są nad tobą, pod tobą gdzieś tam, jak niekończący się tłum modrzewia zgiętego brzydko pod ciężarem szronu. (Szkoda, tego wszystkiego nie można sfotografować na telefonie.) Powietrze jest tak suche, że nawet bez odzieży wierzchniej nie można poczuć chłodu na początku, ale po około pół minuty cała ta otaczająca przestrzeń zaczyna wydzielać z ciebie ciepło i zaczynasz rozumieć, co to znaczy metafora «szept gwiazd», które miejscowi nazywają silnym mrozem.

Jechaliśmy idealnie śnieżnobiałą drogą, Maxim opowiadał o swoich wyprawach myśliwskich i ssał czerwone wino z 1,5-litrowej butelki, jedząc gromadę Magadana. «W przeciwnym razie takich odległości nie da się pokonać ”, mówi. Niektórzy muszą spać po drodze, a niektórzy - jak ja - nie mają dużo czasu, więc kilka łyków wina lub brandy pomaga rozweselić. Mimo to, gejów są tylko w Ust-Ner.» Pod koniec podróży butelka była pusta, co, nawiasem mówiąc, nie wpłynęło na dość schludny styl jazdy.

«Ale jeśli samochód zgasł, to jak znaleźć suche drewno opałowe pod tą warstwą szronu, aby szybko rozpalić ogień?» - Pytam. «Tak elementarne, - Max odpowiedzi. Na przykład spójrz - suchy modrzew, ale - nie», - Pokazuje mi dwie identyczne białe postacie na poboczu drogi. Pół godziny później minęliśmy ogromny płonący ogień. Wpadłem w kłopoty, oczywiście, udało się już ewakuować. «Widzisz - powiedziałem, że to po prostu!» - zapewnia Max.

Po kolejnych dwóch godzinach podjechaliśmy do Fork - jedynego miejsca, w którym można tankować benzynę. Dalej droga biegła w prawo - do Jakucka, a następnie w lewo - do naszego Oymyakonu. Stacja benzynowa i kawiarnia o ciepłej nazwie «Kuba» zaimponować prawdziwej stacji polarnej. A jedzenie - wyjątkowo proste - wydaje się zaskakująco smaczne dzięki samoorganizującemu się organizmowi.

Po kilku godzinach pojechaliśmy do domu starego Gutsula lub Gandalfa, gdy młodzi ludzie wzywają go po szarą brodę. Hutsul, jak powiedział mi Max, jest bardzo epicką postacią. Wszyscy mówią mu, że ma 73 lata, ale miejscowi odkryli to o kilka lat krócej. Hutsul lubi dzielić się szczegółami swojego życia intymnego i szczyci się: «Mogę zadowolić kobietę przez dwie godziny bez wyjmowania!» Obecnie mieszka praktycznie jako pustelnik na stacji pogodowej wraz ze swoją młodą żoną. Ma kilkoro dzieci, ale wszystkie zostały zabrane przez władze opiekuńcze, ponieważ jego rodzice nie mogą zapewnić im nauki. Szkoda, że ​​Hutsul wpadł na wycieczkę przez 20 km tuż przed naszym przybyciem. Jak wyjaśnił swojej żonie, «pobić komuś twarz». Nie jestem jednak pewien, czy to była zachęta do wywrotki z domu w bardzo ciepły styczniowy wieczór. Żona dała nam herbatę w świetle lampy naftowej (w domu nie ma prądu) i ruszyliśmy dalej.

Do Doliny Oymyakon dotarliśmy już po północy. Max ze stacji benzynowej zadzwonił do swoich przyjaciół i zostawili mi na werandzie klucze do pensjonatu w małej wiosce Kuidusun (około, gdzie się zatrzymać).

P.S. Vitalik nie ma bloga, więc tutaj jest link do jego konta na Facebooku. W następnym poście dowiesz się 33 ciekawe fakty o Oymyakonie, zimny biegun.